Mary powróciła

Sześć lat temu wyjechałam do Wielkiej Brytanii. Ominęłam „polski” Londyn. Dzięki znajomej dostałam pracę w małym miasteczku w Kornwalii.

Opiekowałam się dwójką dzieci. Pieniądze odkładałam na studia. Po dwóch latach wynajęłam mieszkanie i założyłam własną firmę sprzątającą. To dawało mi większe zarobki i więcej czasu dla siebie, na przykład w weekendy. Kiedy kupiłam sobie stare auto, zaczęłam zwiedzać okolicę. Kornwalia okazała się przepiękną krainą. Czułam się tu szczęśliwa i zaczęłam myśleć o osiedleniu się na zawsze.

W okolicy było wiele starych opuszczonych domostw, wystawionych na sprzedaż. Zapytałam nawet w banku, czy dostałabym kredyt hipoteczny, ale okazało się to na razie niemożliwe. Jakieś dziesięć kilometrów za miasteczkiem, w którym mieszkałam, trafiłam na stary dom zbudowany z kamienia. Stał na wzgórzu, z którego rozciągał się widok na całą dolinę. Od strony południowej widać było łąki, za domem, który osłaniało skalne urwisko, płynął górski strumyczek. Odkąd znalazłam to miejsce, przyjeżdżałam tu niemal co sobotę, jakby coś mnie tu przyciągało.

Kiedy przychodziła jesień i zaczynało padać, trudno było tu podjechać. Po gliniastej drodze spływała woda, zostawiając głębokie koleiny i nanosząc kamienie. Zimą to miejsce w ogóle nie było dostępne bez terenowego auta. Ale gdy tylko wiosenne słońce osuszało drogę do domu na wzgórzu, wracałam. Któregoś lata odkryłam w piwnicy starą skrzynię. Była zamknięta na kłódkę. Długo zastanawiałam się, czy ją otworzyć, wreszcie ciekawość wzięła górę.

Znalazłam w niej rozsypujące się ze starości dziecięce ubrania. Na samym dnie leżała fotografia dziewczynki. Na odwrocie ktoś napisał: „Mary will be back” (Mary powróci). Zamknęłam skrzynię, nie zastanawiając się nad znaczeniem tych słów. W tym czasie dowiedziałam się, że zrujnowany dom, opuszczony przez ostatnich mieszkańców około 1910 roku, jest na sprzedaż… Cena była wysoka i to ostatecznie sprowadziło mnie na ziemię – zrozumiałam, że nie będzie mnie stać na jego kupno. Tym bardziej że nie byłby to koniec wydatków – także w renowację domu trzeba by włożyć ogromne pieniądze.

reklama

Pewnej zimy poznałam Francuzów, Paula i Annę, małżeństwo tak jak ja szukające w Kornwalii miejsca na ziemi. Ona była malarką, on informatykiem. Powiedziałam im o „moim” domu. Pojechaliśmy tam wiosną. Oni, jak ja wcześniej, zakochali się w nim od pierwszego wejrzenia. Tyle że ich stać było na jego kupno. Pogratulowałam im i życzyłam, żeby doczekali się w nim dzieci. Wtedy usłyszałam, że niestety nie mogą ich mieć. Przebudowa domu trwała ponad rok. Budowla zachowała dawny wygląd, ale w środku zaszły duże zmiany. Oczywiście zostałam zaproszona na uroczystą kolację, którą Paul i Anna przygotowali dla ekipy budowlanej i znajomych z miasteczka. Wtedy zapytałam ich, co zrobili ze starą skrzynią. Okazało się, że zostawili ją w piwnicy, nawet do niej nie zaglądając.

Przyszła kolejna deszczowa jesień. Któregoś wieczoru zadzwoniła Anna, żeby mi powiedzieć, że… spodziewa się dziecka! Oboje z Paulem szaleli ze szczęścia. Anna uważała, że to ten dom odmienił wszystko w ich życiu. Nawet nie zamierzałam zaprzeczać. W samym środku lata urodziła się im córka. Dali jej na imię Marie. Nieświadomi tego, że tak miała na imię zaginiona przed stu laty dziewczynka, córka ludzi tu mieszkających, o czym dowiedziałam się niedawno w miasteczku. Pomyślałam wtedy, że w pewnym sensie sprawdziło się proroctwo, które ktoś wypisał na odwrocie starej pożółkłej fotografii: „Mary will be back” – Mary (po francusku Marie) powróciła.


Alicja M. z Devonshire

Źródło: Wróżka nr 11/2009
Tagi:
Już w kioskach: 2020

Pozostań z nami w kontakcie

mail fb pic YouTube

sklep.astromagia.pl